Gorrion Unplugged #4: Doznania użytkowników

Liczba odsłon: 141

Programi­ści częs­to nie przy­kła­da­ją zna­cze­nia do este­ty­ki i er­go­nomii two­rzo­nych pro­gra­mów. Typowy „in­for­ma­tyk” lu­bu­je się prze­cież w czar­nym ekra­nie wy­peł­nio­nym sza­ry­mi li­te­ra­mi, na któ­rym rzad­ko moż­na do­strzec ko­lor lub gra­fi­kę. Efektem są pro­gra­my ma­ło in­tui­cyj­ne w uży­ciu, wy­ma­ga­ją­ce szcze­gó­ło­wej wie­dzy tech­nicz­nej do­ty­czą­cej do­me­ny apli­kac­ji lub sa­me­go pro­gra­mo­wa­nia. Tymcza­sem inter­fejs użyt­kow­ni­ka po­wi­nien być pros­ty, wcią­ga­ją­cy, po­zwa­la­ją­cy w na­tu­ral­ny spo­sób prze­cho­dzić od jed­ne­go wy­ko­ny­wa­ne­go za­da­nia do ko­lej­ne­go i wy­wo­łu­ją­cy w użyt­kow­ni­ku uczu­cie: „to by­ło prost­sze niż my­śla­łem!”.

Kwestii tak zwa­ne­go user ex­per­ience, czy­li doz­nań este­tycz­nych i er­go­no­micz­nych, ja­kie czer­pie użyt­kow­nik z kon­tak­tu z opro­gra­mo­wa­niem, po­świę­co­ne by­ło czwar­te spot­ka­nie z cyk­lu Gorrion Unplugged, zor­ga­ni­zo­wa­ne 12 grud­nia w gli­wic­kiej sie­dzi­bie Gorrion Software House. Poniżej znaj­dzie­cie re­la­cję z te­go wy­da­rze­nia.

Pierwsze wy­stą­pie­nie, za­ty­tu­ło­wa­ne „UX w e-com­mer­ce”, po­pro­wa­dził Piotr Kasprzik. Rozpoczął je od stwier­dze­nia, że obec­ny ry­nek hand­lu inter­ne­to­we­go ba­zu­je głów­nie na użyt­kow­ni­kach urzą­dzeń mo­bil­nych, któ­rzy sta­no­wią już ¾ wszyst­kich kon­su­men­tów treś­ci. Są to też użyt­kow­ni­cy naj­bar­dziej wy­bred­ni: co trze­ci wy­ka­zu­je wy­raź­ne ob­ja­wy iry­ta­cji w przy­pad­ku zbyt wol­ne­go po­bie­ra­nia się treś­ci stro­ny. Z ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych przez kon­cern Amazon wy­ni­ka, że wy­dłu­że­nie cza­su do­stę­pu do stro­ny skle­pu o 1 se­kun­dę kosz­tu­je fir­mę 1,6 mld do­la­rów rocz­nie, zaś ana­lo­gicz­ne ba­da­nia Google wy­ka­za­ły, że wy­dłu­że­nie cza­su wy­szu­ki­wa­nia o 0,4 se­kun­dy po­wo­du­je zmniej­sze­nie licz­by ge­ne­ro­wa­nych żą­dań wy­szu­ki­wa­nia o 8 milio­nów dzien­nie.

Jeżeli stro­ny skle­pu wczy­tu­ją się już do­sta­tecz­nie szyb­ko, właś­ci­ciel sta­je przed prob­le­mem okre­śle­nia za­kre­su in­for­mac­ji wi­docz­nych bez­po­śred­nio na głów­nej stro­nie. Zależy to prze­de wszyst­kim od cha­rak­te­ru skle­pu. W przy­pad­ku ofe­ro­wa­nia pro­duk­tów luk­su­so­wych naj­bar­dziej istot­ne jest po­ka­za­nie pro­duk­tu i je­go naj­waż­niej­szych cech. Ważne jest też za­pre­zen­to­wa­nie tak zwa­ne­go kon­tek­stu pro­duk­tu, czy­li te­go, jak pre­zen­tu­je się on przy co­dzien­nym użyt­ko­wa­niu. Cena po­win­na być wi­docz­na do­pie­ro na ko­lej­nych stro­nach tak, by do kon­tak­tu z nią do­cho­dzi­ło do­pie­ro w mo­men­cie, gdy klient jest już zde­cy­do­wa­ny na za­kup. Z kolei skle­py ofe­ru­ją­ce ta­ni asor­ty­ment po­win­ny wy­raź­nie pre­zen­to­wać ce­nę ja­ko naj­waż­niej­szą in­for­mac­ję o pro­duk­cie, a da­ne tech­nicz­ne i ga­leria zdjęć po­win­ny być do­stęp­ne do­pie­ro po klik­nię­ciu.

Nawet, je­że­li skło­ni­my już klienta do do­da­nia pro­duk­tu do ko­szy­ka, nie ozna­cza to wca­le, że mo­że­my od­no­to­wać sprze­daż. Typowo tyl­ko co dru­gi pro­dukt umiesz­cza­ny w ko­szy­ku jest fak­tycz­nie za­ma­wia­ny i opła­ca­ny. Część klien­tów trak­tu­je ko­szyk ja­ko scho­wek na pro­duk­ty, któ­ry­mi są za­in­te­re­so­wa­ni, a po ja­kimś cza­sie al­bo usu­wa­ją wy­bra­ne ele­men­ty z ko­szy­ka, al­bo czysz­czą ca­łą je­go za­war­tość. Inni byli­by skłon­ni ku­pić da­ny pro­dukt, jed­nak wy­co­fu­ją się po uzys­ka­niu in­for­mac­ji o kosz­tach wy­sył­ki lub znie­chę­ca­ją się skom­pli­ko­wa­ną pro­ce­du­rą fi­na­li­zac­ji za­ku­pu, na przy­kład wy­ma­ga­ją­cą za­ło­że­nia kon­ta użyt­kow­ni­ka.

Aby klient nie od­czu­wał fru­strac­ji pod­czas po­da­wa­nia da­nych nie­zbęd­nych do wy­sył­ki, na­le­ży sto­so­wać luź­ne za­sa­dy wa­li­da­cji da­nych uzu­peł­nio­ne jed­no­znacz­ny­mi ko­mu­ni­ka­ta­mi błę­dów. Na przy­kład, nie war­to zbyt dro­biaz­go­wo we­ry­fi­ko­wać po­praw­noś­ci po­da­ne­go nu­me­ru te­le­fo­nu, gdyż za­mó­wie­nie, choć z pol­skim adre­sem wy­sył­ki, mo­że być skła­da­ne przez klienta miesz­ka­ją­ce­go za­gra­ni­cą. Nie wol­no też sto­so­wać ogól­nych ko­mu­ni­ka­tów ty­pu „błęd­ne da­ne”, gdyż klient mo­że nie wie­dzieć, na czym po­le­ga je­go błąd. Zdecydo­wa­nie na­le­ży się też po­wstrzy­mać przed wy­ma­ga­niem da­nych, któ­re nie są nie­zbęd­ne, wy­ja­śnia­jąc przy tym do­kład­nie do ja­kich ce­lów po­trzeb­ne są wszyst­kie wpro­wa­dza­ne in­for­mac­je.

Na świe­cie mod­ne jest za­pa­mię­ty­wa­nie nu­me­ru kar­ty kre­dy­to­wej klienta i fi­na­li­zo­wa­nie tran­sak­cji bez­po­śred­nio ze stro­ny pro­duk­tu, bez ko­lej­nych kro­ków po­twier­dza­ją­cych. Sprzyja to za­ku­pom im­pul­syw­nym i lik­wi­du­je ry­zy­ko znie­chę­ce­nia skom­pli­ko­wa­ną pro­ce­du­rą. Polscy klien­ci cha­rak­te­ry­zu­ją się jed­nak wy­so­kim sto­pniem nie­uf­noś­ci do po­da­wa­nia nu­me­ru kar­ty kre­dy­to­wej oraz wy­ko­ny­wa­nia tran­sak­cji ban­ko­wych bez­po­śred­nio z urzą­dze­nia mo­bil­ne­go i na­wet, je­że­li za­ma­wia­ją pro­dukt za po­mo­cą te­le­fo­nu, fi­na­li­zu­ją za­kup do­pie­ro sie­dząc przy kom­pu­te­rze. Wprowadze­nie jed­no­kro­ko­we­go za­ku­pu mo­że się za­tem skoń­czyć pro­tes­ta­mi klien­tów nie spo­dzie­wa­ją­cych się tak szyb­kie­go zobo­wią­za­nia do za­pła­ty. Tylko ⅓ za­ku­pów klien­tów z Polski uda­je się do­pro­wa­dzić do fa­zy uisz­cze­nia opła­ty w cią­gu 10 mi­nut: w po­zo­sta­łych przy­pad­kach płat­ność jest al­bo od­kła­da­na na dłu­żej, al­bo nig­dy nie do­cho­dzi do skut­ku.

Przez dłu­gi czas uwa­ża­ło się, że prze­ko­na­nie klienta do za­ło­że­nia kon­ta w skle­pie inter­ne­to­wym jest świet­nym spo­so­bem, by zwięk­szyć je­go sto­pień przy­wią­za­nia do da­ne­go skle­pu i re­gu­lar­nie in­for­mo­wać go o no­wych pro­duk­tach. Przy obec­nej licz­bie skle­pów inter­ne­to­wych nie jest to ta­kie oczy­wis­te. Jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że gdy klient tra­fi po­now­nie do te­go sa­me­go skle­pu, bę­dzie mu­siał roz­po­czy­nać za­ku­py od kło­pot­li­wej pro­ce­du­ry od­zys­ki­wa­nia has­ła. Z te­go po­wo­du war­to ofe­ro­wać op­cję za­ku­pu jed­no­ra­zo­we­go, bez ko­niecz­noś­ci usta­la­nia ja­kie­go­kol­wiek has­ła.

Sklepy inter­ne­to­we mu­szą też zna­czą­co uproś­cić na­wi­gac­ję w ra­mach wit­ry­ny. Dostosowa­nie do urzą­dzeń mo­bil­nych wy­ma­ga re­zyg­na­cji z wie­lo­po­zio­mo­wych me­nu otwie­ra­nych u gó­ry ok­na prze­glą­dar­ki. Idealnym roz­wią­za­niem wy­da­je się stan­dard Google z pa­ne­lem na­wi­ga­cyj­nym umiesz­czo­nym u do­łu ekra­nu, w bez­po­śred­nim za­się­gu kciu­ka, za­wie­ra­ją­cym tyl­ko kil­ka naj­waż­niej­szych po­zyc­ji. Typowa dla wie­lu apli­kac­ji mo­bil­nych iko­na „ham­bur­ge­ra” otwie­ra­ją­ce­go pa­nel na­wi­ga­cyj­ny wpro­wa­dza nad­mier­ne skom­pli­ko­wa­nie i mu­si ustą­pić prost­szym roz­wią­za­niom.

Według pre­le­gen­ta, przy­szłość hand­lu inter­ne­to­we­go le­ży w na­stę­pu­ją­cych funk­cjach i usłu­gach:


Kolejną pre­zen­tac­ję, za­ty­tu­ło­wa­ną „Scheduling — inter­fej­sy de­dy­ko­wa­ne pla­no­wa­niu” przed­sta­wi­ła Martyna Bargiel z fir­my Flight­Scope, zaj­mu­ją­cej się opra­co­wy­wa­niem sys­te­mów wspo­ma­ga­ją­cych or­ga­ni­zo­wa­nie du­żych im­prez spor­to­wych, głów­nie te­ni­so­wych i gol­fo­wych. Na przy­kła­dzie stu­dium dwóch przy­pad­ków pre­le­gent­ka omó­wi­ła za­le­ce­nia do­ty­czą­ce bu­do­wy inter­fej­su użyt­kow­ni­ka apli­kac­ji do pla­no­wa­nia cza­su.

Pierwszą pre­zen­to­wa­ną apli­kac­ją był sys­tem do za­rzą­dza­nia trans­por­tem za­wod­ni­ków, tre­ne­rów i sę­dziów po­mię­dzy lot­nis­ka­mi, dwor­ca­mi, ho­te­la­mi i miej­sca­mi za­wo­dów. Dotych­czas za­da­nie to by­ło rea­li­zo­wa­ne przed lo­gis­ty­ków po­ro­zu­mie­wa­ją­cych się przez te­le­fon. Nowa plat­for­ma ma na ce­lu jak naj­więk­sze zauto­ma­ty­zo­wa­nie pro­ce­su i wy­eli­mi­no­wa­nie po­my­łek. Najważniej­szym prob­le­mem pro­jek­to­wym by­ło za­pro­jek­to­wa­nie spe­cja­li­zo­wa­ne­go inter­fej­su użyt­kow­ni­ka dla każ­dej z trzech zde­fi­nio­wa­nych ról: me­ne­dże­ra, lo­gis­ty­ka oraz kie­row­cy.

Najważniej­szą ro­lę peł­ni lo­gis­tyk. Może on ob­ser­wo­wać stan sys­te­mu za po­mo­cą dwóch cał­ko­wi­cie od­mien­nych wi­do­ków. W pierw­szym z nich ekran za­peł­nia ter­mi­narz pre­zen­tu­ją­cy ko­niecz­ne do ob­słu­że­nia za­da­nia trans­por­to­we, już zde­fi­nio­wa­ne tra­sy oraz do­stęp­ność sa­mo­cho­dów i kie­row­ców. Użytkow­nik mo­że ska­lo­wać po­ziom wi­docz­no­ści in­for­mac­ji, wy­bie­ra­jąc po­mię­dzy wy­so­kim po­zio­mem szcze­gó­ło­wo­ści lub du­żym za­kre­sem cza­so­wym. W dru­gim wi­do­ku na ekra­nie pre­zen­to­wa­na jest ma­pa, na któ­rą na­nie­sio­ne są po­zyc­je wszyst­kich sa­mo­cho­dów oraz bie­żą­ce i przy­szłe tra­sy prze­wo­zu.

Dla kie­row­ców przy­go­to­wa­na zo­sta­ła apli­kac­ja mo­bil­na, któ­ra po­ka­zu­je tyl­ko mi­ni­mum po­trzeb­nej in­for­mac­ji: kie­dy i gdzie ma­ją sta­wić się po ja­kąś oso­bę i do ja­kie­go punk­tu ma­ją ją do­wieźć. Aplikac­ja po­ka­zu­je też su­ge­ro­wa­ną tra­sę prze­wo­zu, a tak­że in­for­mu­je lo­gis­ty­ków o aktu­al­nym po­ło­że­niu po­jaz­du i ewen­tu­al­nych prob­le­mach unie­moż­li­wia­ją­cych do­tar­cie na czas.

Drugim, znacz­nie bar­dziej am­bit­nym pro­jek­tem jest no­wa apli­kac­ja do ob­słu­gi tur­nie­ju te­ni­so­we­go roz­gry­wa­ne­go na Wimble­do­nie. Dotych­czas uży­wa­ny sys­tem był efek­tem wie­lu lat ewo­lu­cyj­ne­go roz­wo­ju, ma­ją­ce­go na ce­lu mak­sy­mal­ne upa­ko­wa­nie in­for­mac­ji na po­je­dyn­czych, sta­tycz­nych plan­szach. Powstały inter­fejs użyt­kow­ni­ka na pew­no nie wy­glą­dał no­wo­cześ­nie, a dla ko­goś nie­obez­na­ne­go z nim mógł być cał­ko­wi­cie nie­zro­zu­mia­ły, jed­nak wy­szko­lo­nym użyt­kow­ni­kom po­zwa­lał błys­ka­wicz­nie oce­nić i zmo­dy­fi­ko­wać har­mo­no­gram me­czów na dzień na­stęp­ny.

Nowa apli­kac­ja ma za­stą­pić ist­nie­ją­cy sys­tem i wpro­wa­dzić na Wimbledon naj­no­wo­cześ­niej­sze tech­no­lo­gie. Specyficzny inter­fejs użyt­kow­ni­ka zo­stał za­stą­pio­ny ty­po­wym, jas­nym wi­do­kiem ty­pu Material Design, ob­słu­gu­ją­cym tech­ni­kę „prze­ciąg­nij-i-upuść”. Informacje po­ma­ga­ją­ce w roz­pla­no­wa­niu me­czów zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi za­sa­da­mi – a jest ich nad­zwy­czaj du­żo – są wy­świet­la­ne ja­ko ko­lo­ro­we na­kład­ki na li­nię cza­su po­ka­zu­ją­cą po­szcze­gól­ne kor­ty i me­cze. Aby mak­sy­mal­nie ułat­wić pra­cę, każ­dy wi­dok po­zwa­la na wy­szu­ki­wa­nie i filt­ro­wa­nie in­for­mac­ji.

Przykład tej apli­kac­ji po­ka­zu­je przy okaz­ji, jak skom­pli­ko­wa­ną kwe­stią jest wy­mia­na inter­fej­su użyt­kow­ni­ka. Zgodnie z in­for­mac­ja­mi prze­ka­za­ny­mi przez pre­le­gent­kę, pro­jekt uzys­kał wstęp­ną ak­cep­tac­ję klienta, jed­nak fir­ma spo­dzie­wa się jesz­cze dal­szych uwag. Znaczące jest też to, że dwa z trzech głów­nych wi­do­ków apli­kac­ji zo­sta­ły od­two­rzo­ne pra­wie iden­tycz­nie, ze zmia­na­mi ogra­ni­cza­ją­cy­mi się w za­sa­dzie do mo­ty­wu gra­ficz­ne­go. Jedynie głów­ny wi­dok pla­nu ko­lej­ne­go dnia roz­gry­wek zo­stał cał­ko­wi­cie prze­bu­do­wa­ny, a pros­ta li­sta me­czów zo­sta­ła za­stą­pio­na czy­tel­ną li­nią cza­su. Klient wy­mógł też za­cho­wa­nie do­tych­cza­so­we­go ko­du ko­lo­rys­tycz­ne­go po­szcze­gól­nych ty­pów roz­gry­wek, a tak­że za­gwa­ran­to­wał so­bie moż­li­wość prze­łą­cze­nia wi­do­ków w tryb ciem­ny, bar­dziej przy­po­mi­na­ją­cy do­tych­cza­so­wą apli­ka­cję.

Wydaje mi się rów­nież, że pre­le­gent­ka nie do­ce­ni­ła do­sta­tecz­nie do­świad­cze­nia klienta w za­kre­sie opie­ra­nia się na wie­dzy znaj­du­ją­cej się po­za sys­te­mem, w sa­mych pra­cow­ni­kach usta­la­ją­cych har­mo­no­gram. Z jej słów moż­na by­ło wy­wnio­sko­wać, że opór przed wpro­wa­dze­niem now­sze­go roz­wią­za­nia ko­ja­rzy głów­nie z wie­kiem pra­cow­ni­ków i spo­dzie­wa się, że za pa­rę lat „no­wa gwar­dia” przy­chyl­niej­szym okiem spoj­rzy na no­wą apli­ka­cję. Tymcza­sem prob­lem le­ży o wie­le głę­biej i jest zwią­za­ny z dą­że­niem każ­de­go do­świad­czo­ne­go użyt­kow­ni­ka sys­te­mu in­for­ma­tycz­ne­go do ob­ser­wo­wa­nia wszyst­kich da­nych jed­no­cześ­nie, bez ko­niecz­noś­ci prze­łą­cza­nia try­bów i wy­szu­ki­wa­nia in­for­mac­ji. Oczywiś­cie, po­cząt­ku­ją­cy użyt­kow­ni­cy oce­nią ta­ki inter­fejs ja­ko „prze­ła­do­wa­ny”, jed­nak tym właś­nie róż­nią się ryn­ki apli­kac­ji ogól­no­do­stęp­nych oraz spe­cja­lis­tycz­nych, że w tym dru­gim przy­pad­ku przy­go­to­wu­je się pro­dukt dla osób o wiel­kiej wie­dzy i wiel­kich wy­ma­ga­niach, choć częs­to też bar­dzo sil­nych przy­zwy­cza­je­niach.

Trzeba jed­nak przy­znać, że pre­zen­tac­ja Martyny Bargiel by­ła wy­jąt­ko­wo uda­na, do­sko­na­le i pro­fe­sjo­nal­nie po­pro­wa­dzo­na, a przed­sta­wio­ne za­le­ce­nia co do bu­do­wy inter­fej­sów użyt­kow­ni­ka apli­kac­ji ope­ru­ją­cych w do­me­nie cza­su by­ły nie­zmier­nie in­spi­ru­ją­ce.


Ostatnią pre­zen­tac­ję, o nie­co przy­dłu­gim ty­tu­le „Emocje w UX, czy­li o czym za­po­mi­na­my, a co jest klu­czo­wym as­pek­tem w pro­jek­to­wa­niu”, przed­sta­wił Tomasz Dubiel. Skupił się on na psy­cho­lo­gicz­nym pod­ło­żu kon­stru­o­wa­nia inter­fej­sów użyt­kow­ni­ka. Opowiadanie roz­po­czął od przed­sta­wie­nia pi­ra­mi­dy Maslowa oraz jej od­po­wied­ni­ka w za­kre­sie pro­duk­tów, skła­da­ją­ce­go się z po­zio­mów: funkcjo­nal­ny, nie­za­wod­ny, przy­dat­ny, przy­jem­ny w uży­ciu. Problem w tym, że cza­su i bud­że­tu wy­star­cza częs­to tyl­ko na zre­a­li­zo­wa­nie dwóch lub trzech po­zio­mów.

Budowę inter­fej­su użyt­kow­ni­ka moż­na oprzeć na emo­cjach, któ­re po­wi­nien on wy­wo­ły­wać. Tutaj ba­zą mo­gą być ba­da­nia Rober­ta Plutchika oraz je­go teoria prze­ciw­staw­nych emo­cji. Co waż­niej­sze, w szcze­gól­nych sytu­acjach, pod wpły­wem bodź­ców po­cho­dzą­cych z inter­fej­su użyt­kow­ni­ka, ne­ga­tyw­ne emoc­je mo­gą ule­gać prze­kształ­ce­niu w po­zy­tyw­ne.

Produk­ty po­win­ny też wy­peł­niać za­ło­że­nia po­zio­mów po­żą­da­nia pro­duk­tu zde­fi­nio­wa­nych przez Dona Normana. Na pierw­szym z nich tyl­ko czu­je­my, że po­trze­bu­je­my da­ne­go pro­duk­tu i pod­świa­do­mie chce­my go mieć. Na dru­gim czer­pie­my sa­tys­fak­cję nie tyl­ko z sa­me­go po­sia­da­nia, ale też umie­jęt­no­ści sto­so­wa­nia go w po­ży­tecz­ny spo­sób i czu­je­my się przez to lep­si. Na trze­cim po­zio­mie uwa­ża­my, że pro­dukt zo­stał stwo­rzo­ny ideal­nie dla nas, a po­sia­da­nie i ko­rzy­sta­nie z nie­go do­peł­nia­ją nas i pod­no­szą na­szą po­zyc­ję spo­łecz­ną.

Ten wstęp teore­tycz­ny uzu­peł­ni­ły dwa przy­kła­dy. Na pierw­szym z nich iJustine zach­wy­ca­ła się nie ty­le sa­mym kom­pu­te­rem, któ­ry właś­nie wy­cią­ga­ła z pu­deł­ka, lecz fak­tem, że bez­po­śred­nio po otwar­ciu uru­cho­mił się i był go­to­wy do pra­cy, z w peł­ni na­ła­do­wa­ną ba­terią. Nieproporcjo­nal­nie du­żą uwa­gę zwró­ci­ła też na na zło­te na­klej­ki do­łą­czo­ne do ze­sta­wu, za­po­mi­na­jąc wręcz o sa­mym kom­pu­te­rze. Drugim przy­kła­dem był sa­mo­chód Honda HR-V, któ­re­go pierw­sza edy­cja wy­prze­dza­ła swój czas i w efek­cie cie­szy­ła się mi­zer­nym za­in­te­re­so­wa­niem, gdy tym­cza­sem wpro­wa­dzo­ny kil­ka lat póź­niej Nissan Qashqai, pre­zen­tu­ją­cy bar­dzo po­dob­ną kon­cep­cję, wstrze­lił się ideal­nie w po­trze­by ryn­ku i jest prze­bo­jem sprze­da­żo­wym do dziś.

Skutkiem po­mi­nię­cia emo­cji w bu­do­wa­niu pro­duk­tów jest apatia użyt­kow­ni­ków. Ponad ¾ użyt­kow­ni­ków re­zyg­nu­je z in­sta­lo­wa­nych apli­kac­ji w cią­gu 3 dni od ich za­in­sta­lo­wa­nia, gdyż nie wy­da­ją się im one do­sta­tecz­nie po­trzeb­ne lub przy­jaz­ne. Pomysł na roz­wią­za­nie te­go prob­le­mu za­pre­zen­to­wa­ła fir­ma Samsung, któ­ra w swo­ich naj­now­szych te­le­fo­nach sta­ra się ofe­ro­wać użyt­kow­ni­kom tyl­ko to, cze­go w da­nej chwi­li po­trze­bu­ją. Interfejs użyt­kow­ni­ka jest wy­czysz­czo­ny ze wszyst­kich zbęd­nych ikon, a sys­tem opera­cyj­ny „uczy się” któ­re apli­kac­je są uru­cha­mia­ne o któ­rych po­rach i sam pod­su­wa ich iko­ny na ekra­nie głów­nym wte­dy, gdy mo­gą być po­trzeb­ne. Ta sa­ma idea przy­świe­ca has­łu „nie krzy­czy się do użyt­kow­ni­ka”, zgod­nie z któ­rym inter­fejs nie mo­że być za­peł­nio­ny has­ła­mi re­kla­mo­wy­mi oraz mniej lub bar­dziej real­ny­mi ostrze­że­nia­mi o zbli­ża­ją­cym się koń­cu waż­noś­ci ofer­ty lub licz­bie in­nych klien­tów jed­no­cześ­nie czy­ha­ją­cych na tę sa­mą okaz­ję. Prelegent opo­wie­dział, że w ba­da­niach prze­pro­wa­dzo­nych w Niemczech zde­cy­do­wa­nie więk­szy po­ziom za­ufa­nia uzys­ka­ła wit­ry­na do re­zer­wo­wa­nia po­ko­jów ho­te­lo­wych, na któ­rej ofer­ty skła­da­ły się wy­łącz­nie ze zdjęć, opi­su po­ko­ju oraz ce­ny — bez prze­kreś­lo­nej wyż­szej ce­ny, bez licz­ni­ka jed­no­cześ­nie oglą­da­ją­cych da­ny po­kój klien­tów i bez se­kund­ni­ka od­mie­rza­ją­ce­go waż­ność pro­moc­ji.

Jako przy­kład sta­bil­ne­go, przej­rzy­ste­go inter­fej­su użyt­kow­ni­ka zo­stał przed­sta­wio­ny sklep kom­pu­te­ro­wy X-Kom, w któ­re­go two­rze­niu pre­le­gent brał udział. Główna stro­na skle­pu nie by­ła zmie­nia­na od kil­ku lat i od sa­me­go po­cząt­ku ba­zo­wa­ła na mi­ni­ma­li­stycz­nym pro­jek­cie, da­le­kim od ko­lo­ro­wej, krzyk­li­wej i peł­nej re­klam este­ty­ki in­nych po­pu­lar­nych ser­wi­sów. Jako dzia­ła­nie przy­no­szą­ce bar­dzo do­bre re­zul­ta­ty wy­mie­nio­na zo­sta­ła sil­na obec­ność skle­pu (i je­go pra­cow­ni­ków) w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, co jest od­bie­ra­ne ja­ko in­dy­wi­dual­ne po­dejś­cie oraz du­ża dba­łość o klienta. Jedynym, czym ten aku­rat sklep nie mo­że się jesz­cze po­chwa­lić, jest me­cha­nizm dro­biaz­go­we­go wglą­du w stan zło­żo­ne­go za­mó­wie­nia, aż do po­zio­mu moż­li­woś­ci ob­ser­wo­wa­nia po­ja­wia­nia się w wir­tu­al­nym kar­to­nie ko­lej­nych za­mó­wio­nych pod­ze­spo­łów.

Prelegent za­koń­czył swo­ją pre­zen­tac­ję stwier­dze­niem, że wbrew obie­go­wym opi­niom, lu­dzie nie są tak le­ni­wi lub głu­pi, jak się wy­da­je twór­com pro­duk­tów, apli­kac­ji lub inter­fej­sów użyt­kow­ni­ka. Proble­mem jest ra­czej brak wśród pro­jek­tan­tów umie­jęt­no­ści wzbu­dze­nia w użyt­kow­ni­kach po­zy­tyw­nych emo­cji ułat­wia­ją­cych ko­rzy­sta­nie lub wią­żą­cych klienta z da­nym pro­duk­tem.

Prezenta­cja – co za­u­wa­ży­li też nie­któ­rzy in­ni wi­dzo­wie – za­wie­ra­ła dość du­żo błę­dów li­te­ro­wych. Wydaje mi się jed­nak, że po­waż­niej­sze za­rzu­ty moż­na mieć do za­miesz­cze­nia w niej dość dras­tycz­ne­go frag­men­tu na­gra­nia z gry Resident Evil 7. Film miał po­ka­zy­wać mo­ment prze­mia­ny ne­ga­tyw­nej emo­cji lę­ku w po­zy­tyw­ną emocję eu­forii, jed­nak po pierw­sze wed­ług mnie nie do koń­ca właś­nie to re­pre­zen­to­wał, a po dru­gie — je­że­li w ogó­le po­wi­nien był być od­twa­rza­ny, to co naj­mniej z po­prze­dza­ją­cym go ostrze­że­niem.


Kolejne spot­ka­nie zor­ga­ni­zo­wa­ne przez Gorrion Software House na­le­ży po­chwa­lić za spój­ność te­ma­ty­ki i prze­kro­jo­we po­dejś­cie. Zostały po­ka­za­ne as­pek­ty psy­cho­lo­gicz­ne, ko­mer­cyj­ne oraz pro­jek­to­we bu­do­wa­nia atrak­cyj­nych inter­fej­sów gra­ficz­nych wzbu­dza­ją­cych za­an­ga­żo­wa­nie użyt­kow­ni­ków. Pojawiła się też pre­le­gent­ka spo­za fir­my, dzię­ki cze­mu spot­ka­nie na­bra­ło bar­dziej uni­wer­sal­ne­go cha­rak­te­ru.

Całkowi­cie pod kon­tro­lą zna­laz­ła się też po­now­nie or­ga­ni­za­cja wy­da­rze­nia. Sala w no­wej sie­dzi­bie fir­my do­sko­na­le zmieś­ci­ła wszyst­kich uczest­ni­ków. Nie po­wtó­rzy­ła się też sytu­acja z po­przed­nie­go spot­ka­nia, kie­dy część za­pi­sa­nych na wy­da­rze­nie osób w ogó­le się nie po­ja­wi­ła. Wszystkie pre­zen­tac­je prze­bie­ga­ły szyb­ko i spraw­nie, a bez­po­śred­nio po za­koń­cze­niu ostat­niej z nich roz­po­czął się net­working przy cze­ka­ją­cym już po­sił­ku.

Cieszę się, że mia­łem okaz­ję zetk­nąć się z tak róż­ny­mi, a za­ra­zem spój­ny­mi do­świad­cze­nia­mi i in­for­mac­ja­mi do­ty­czą­cy­mi kon­stru­o­wa­nia i reali­zo­wa­nia inter­fej­sów użyt­kow­ni­ka oraz apli­kac­ji sie­cio­wych i mo­bil­nych. Mam też na­dzie­ję, że no­wa sie­dzi­ba po­zwo­li fir­mie Gorrion utrzy­mać do­sko­na­ły po­ziom or­ga­ni­za­cji spot­kań.