RSS

Reset Internetu

Liczba odsłon: 733

Zanim Tim Berners-Lee stwo­rzył pod­wa­li­ny WWW, na świe­cie pro­wa­dzo­no już pró­by stwo­rze­nia sys­te­mów o du­żo więk­szych moż­li­wo­ściach. Na przy­kład sys­tem Xanadu po­zwa­lał jed­no­znacz­nie iden­ty­fi­ko­wać ser­we­ry i za­so­by, łat­wo wy­szu­ki­wać ma­teria­ły, prze­cho­wy­wać do­ku­men­ty w spo­sób nad­mia­ro­wy oraz – co naj­waż­niej­sze – w spo­sób trwa­ły łą­czyć in­for­mac­je od­noś­ni­ka­mi. W sys­te­mie Xanadu nie ist­nie­je od­po­wied­nik błę­du 404, gdyż nig­dy nie do­cho­dzi do sytu­acji, w któ­rej za­sób (wska­zy­wa­ny przez ja­kiś od­noś­nik) zni­ka bez śla­du.

Każdy z moich Czy­tel­ni­ków orien­tu­je się chy­ba, że ten nie­zwyk­le funkcjo­nal­ny, ale też skom­pli­ko­wa­ny sys­tem nie zo­stał sze­ro­ko roz­pow­szech­nio­ny. Od blis­ko 20 lat uży­wa­my pro­to­ko­łu HTTP, nie za­pew­nia­ją­ce­go żad­nej kon­tro­li nad spój­no­ścią in­for­mac­ji. Odnośnik, któ­ry dziś umie­ści­my w two­rzo­nym do­ku­men­cie, ju­tro mo­że wska­zy­wać na zu­peł­nie in­ną stro­nę, a po­jut­rze — pro­wa­dzić do­ni­kąd. Co gor­sza, o prob­le­mach z je­go funk­cjo­no­wa­niem nie do­wie­my się, do­pó­ki ktoś nie spró­bu­je z nie­go sko­rzys­tać.

Nic dziw­ne­go za­tem, że zna­ny pub­li­cy­sta PC Magazine, John Dvorak, na­rze­ka, że Inter­net za­mie­nił się w gi­gan­tycz­ny śmiet­nik, za­wie­ra­ją­cy ma­teria­ły, o któ­re nikt nie dba. Tymczaso­wo prze­cho­wa­ne w Sieci zdję­cia, za­ło­żo­ne te­sto­wo ser­wi­sy WWW, blo­gi, któ­re znu­dzi­ły się czy­tel­ni­kom i auto­rom, „mart­we” pro­fi­le w ser­wi­sach spo­łecz­no­ścio­wych — to wszyst­ko nie tyl­ko zaj­mu­je miej­sce na ser­we­rach, ale za­śmie­ca też wy­ni­ki wy­szu­ki­wa­nia in­for­mac­ji, wo­dzi na ma­now­ce śle­py­mi od­noś­ni­ka­mi i upub­licz­nia pry­wat­ne in­for­mac­je, o któ­rych publi­kac­ji auto­rzy i właś­ci­cie­le być mo­że w ogó­le już nie pa­mię­ta­ją.

Problem w tym, że pro­po­no­wa­ne przez nie­go roz­wią­za­nie jest nie­re­al­ne i ab­sur­dal­ne. Jaki był­by cel w zar­chi­wi­zo­wa­niu ca­łej za­war­toś­ci WWW, wy­ka­so­wa­niu ser­we­rów i two­rze­nia wszyst­kie­go od no­wa? Bez dra­stycz­nych zmian w spo­so­bie prze­cho­wy­wa­nia i łą­cze­nia in­for­mac­ji – na przy­kład za­stą­pie­nia sys­te­mu WWW czymś na wzór Xanadu – Inter­net szyb­ko stał­by się tak sa­mo za­ba­ła­ga­nio­ny, jak przed „wiel­ką czy­stką”. Stałby się też uboż­szy, nie moż­na bo­wiem za­kła­dać, że za­pom­nia­ne, nie aktua­li­zo­wa­ne od daw­na stro­ny WWW są bez­uży­tecz­ne. Owszem, za­war­te w nich od­noś­ni­ki mo­gą być nie­po­praw­ne, nie umniej­sza to jed­nak zna­cze­nia sa­mej treś­ci. Czy bo­wiem wy­rzu­ca­my sta­re książ­ki co kil­ka lat, za­stę­pu­jąc je now­szy­mi, po­ten­cjal­nie bar­dziej aktu­al­ny­mi?

Ciekawym py­ta­niem, na­rzu­ca­ją­cym się po lek­tu­rze ar­ty­ku­łu, jest to, czy opusz­czo­ne stro­ny i blo­gi po­win­ny być – po okre­sie dłuż­szej nie­ak­tyw­no­ści – auto­ma­tycz­nie lik­wi­do­wa­ne. Z jed­nej stro­ny ogra­ni­cza­ło­by to „ba­ła­gan” w Inter­ne­cie: nie­po­waż­ne wpraw­ki do­mo­ro­słych auto­rów blo­gów zni­ka­ły­by po kil­ku mie­sią­cach lub la­tach od mo­men­tu znu­dze­nia się twór­cy. Z dru­giej jed­nak nie­któ­re za­pom­nia­ne stro­ny za­wie­ra­ją cie­ka­we treś­ci, któ­rych usu­nię­cie by­ło­by szko­dą dla wie­dzy zgro­ma­dzo­nej w Inter­ne­cie. Skrajnym przy­pad­kiem są zaś ma­teria­ły zgro­ma­dzo­ne przez oso­by, któ­re ode­szły z te­go świa­ta — czy w kil­ka mie­się­cy póź­niej pa­mięć o nich ma być za­cie­ra­na lik­wi­da­cją za­miesz­czo­nych przez nich za ży­cia treś­ci?

Najśmiesz­niej­sze w ca­łej spra­wie jest to, że Autor ar­ty­ku­łu, kry­ty­ku­jąc nad­miar nie­do­koń­czo­nych i za­pom­nia­nych stron WWW… sam przy­czy­nił się do po­wsta­wa­nia ta­kie­go ba­ła­ga­nu! Bez skrę­po­wa­nia pi­sze on o kil­ku blo­gach, któ­re za­ło­żył i opu­ścił oraz o usłu­gach, z któ­rych pró­bo­wał ko­rzy­stać i z któ­rych zre­zyg­no­wał, po­zo­sta­wia­jąc w Sieci róż­ne­go ro­dza­ju wir­tu­al­ne śmie­ci. Tymcza­sem za­miast po­ka­jać się i usu­nąć włas­ny ba­ła­gan, na­wo­łu­je do ska­so­wa­nia wszyst­kie­go i za­czę­cia od no­wa, nie bio­rąc pod uwa­gę, że każ­de­go dnia ro­dzą się dzie­siąt­ki lub set­ki Inter­nau­tów, któ­rzy w przy­szło­ści bę­dą się uczyć na włas­nych błę­dach, po­zo­sta­wia­jąc za so­bą me­ga­baj­ty bzdur.


Czyż nie podobną sytuacją jest denominacja waluty?? Może warto wrócić do czasów gdy na banknocie dolarów USA widniał napis, że ten pieniądz ma swoją wartość w złocie, a rodzina Rockefellerów i innych przeciwników Konstytucji, tworząc system bankowy pod wirtualne pieniądze, napis ten zlikwidowała. Gdy dolar miał wartość w złocie, inflacja (możemy ją porównać do zasobów "śmieci")prawie nie istniała, gdyż nikt nie mógł wydrukować więcej pieniędzy niż, w rzeczywistości było złota. Złota wydobywano z czasem coraz więcej, więc i pieniędzy mogło przybywać. A dzisiaj, tak naprawdę nie wiemy jaką wartość ma papierek czy liczby w banku internetowym na naszym koncie. Tylko przyjmując taki tok rozumowania – co by się stało, gdyby naturalne zasoby złota zostały wyczerpane? Czy taka sytuacja byłaby mniej groźna niż wielkie krachy finansowe czy gry spekulantów?
Komentarz troszkę mało związany z tematyką wpisu ;) Ze swojej strony spytam się tylko: dlaczego akurat złoto? Dlaczego niby ma być wyznacznikiem wartości? Może wodór jest cenniejszy od złota tak naprawdę? :)
A papierek ma wartość bardzo łatwą do określenia. Ustala się ją siłą nabywczą tego papierka.
Dlaczego złoto – trzeba Starożytnych się spytać. Ładny wygląd, trudne i zmudne wydobycie, ciężko uzyskiwalne z innych związków. Wodór – zasoby również skończone, ale o ile prościej wodór uzyskać z zasobów wody niż złoto z minerałów i zanieczyszczonych rud metali. Wpis rzeczywiście trochę na wyrost, ale od kilkunastu lat mam wrażanie, ze reset należy się także Konstytucji, ustawom, prawom i kodeksom. Brniemy tak daleko, że w zapisach jeden absurd goni drugi, jak w systemach Microsoftu – jedna poprawka naprawia błąd, a tworzy 100 kolejnych błędów. Czy nie mozna tego prościej zrobić, aby nasze zycie było mniej zagmatwane, tak jak przed wielkimi krachami bez banków centralnych gdy pieniądz miał swoją wartość, a nie był tylko papierkiem czy tak jak dzisiaj zupełnie czymś wirtualnym. Dlaczego komuś w USA zależało, aby likwidować ludzi, którzy współtworzyli Konstytucję i nie pozwalali aby jakaś grupka traktowałą obywateli jak własność prywatną. Dlaczego dzisiaj Amerykanie tak chętnie jadą do Iraku, Afganistanu szukać drzazgi, a nie widzą belki zaraz przy własnym podwórku, gdzie w Meksyku gangi narkotykowe zabijają większą ilość ludzi, niż zamachowcy. To przecierz narkotyki bezpośrednio wyniszczają społeczeństwo amerykańskie i taka armia jak ich bez problemu poradziłaby sobie z gangami, tylko ktoś ma w tym jakiś interes aby tego nie robić. Gdzie tu logika. Podobie jest z Internetem – tak źle i tak niedobrze, ale podobno chaos to najbardziej uporządkowana struktura Wszechświata i może lepiej tego nie ruszać jak coś działa dobrze.