RSS

MouseMan Optical: nie do zdarcia

Liczba odsłon: 771

W obec­nych cza­sach trud­no o pro­duk­ty trwa­łe, nie­za­wod­ne, a w ra­zie awarii łat­we do na­pra­wie­nia. Dlatego jes­tem tak za­do­wo­lo­ny z my­szy Lo­gi­tech Mou­se­Man Dual Op­ti­cal, któ­rej uży­wam już od po­nad dzie­się­ciu lat.

Kiedyś pro­duk­ty fir­my Lo­gi­tech by­ły bez­dys­ku­syj­nie sy­no­ni­mem ak­ce­sor­iów z naj­wyż­szej pół­ki. Wciąż pa­mię­tam, jak oko­ło 20 lat te­mu, po lek­tu­rze re­cenzji no­wej se­rii my­szy tej fir­my by­łem za­fas­cy­no­wa­ny ja­koś­cią nie tyl­ko sa­mych urzą­dzeń, ale też to­wa­rzy­szą­ce­go im opro­gra­mo­wa­nia. Gdy na­da­rzy­ła się okaz­ja, ku­pi­łem Pilot Mou­se i wresz­cie mog­łem prze­ko­nać się, ja­ką róż­ni­cę w pra­cy czy­ni do­bra mysz­ka.

Gdy roz­po­czę­ła się mo­da na my­szy op­tycz­ne, po­now­nie sko­rzys­ta­łem z ofer­ty fir­my Lo­gi­tech. Tym ra­zem mój wy­bór padł na Mou­se­Man Dual Op­ti­cal. Zwykłe my­szy op­tycz­ne tej epo­ki nie by­ły zbyt do­kład­ne i wy­ma­ga­ły do­brze do­pa­so­wa­ne­go pod­ło­ża. Podwójny ele­ment op­tycz­ny te­go mo­de­lu za­pew­niał du­żo wyż­szą czu­łość i roz­dziel­czość oraz nie­za­leż­ność od pod­kład­ki. Oprogra­mo­wa­nie ze­szło na dal­szy plan, gdyż Win­dows NT 4.0, któ­re­go wte­dy uży­wa­łem, stan­dar­do­wo dys­po­no­wał już więk­szoś­cią funk­cji, któ­re kie­dyś de­cy­do­wa­ły o wy­jąt­ko­wo­ści opro­gra­mo­wa­nia fir­my Lo­gi­tech.

Trudno mi po­wie­dzieć, kie­dy ku­pi­łem tą mysz. Na spo­dzie urzą­dze­nia wi­docz­na jest da­ta 2001 i jest cał­kiem moż­li­we, że by­ło to właś­nie wte­dy. Od te­go cza­su wy­tar­ły się już przy­ci­ski, zdar­ło się gu­mo­we po­kry­cie jed­nej stro­ny obu­do­wy, a gu­ma z dru­giej stro­ny na­bra­ła kon­sys­ten­cji pla­ste­li­ny. Co ja­kiś czas mu­sia­łem też otwie­rać obu­do­wę i czyś­cić wnęt­rze ze zbie­ra­ją­cych się w nim kła­ków ku­rzu, za­kłó­ca­ją­cych pra­cę rol­ki. Poza tym mysz dzia­ła­ła jed­nak ideal­nie.

Logitech MouseMan Optical Dual Sensor

Niestety, pa­rę ty­god­ni te­mu mysz za­częła zdra­dzać ob­ja­wy ty­po­we­go nie­do­ma­ga­nia le­we­go przy­ci­sku. Czasem klik­nię­cie iko­ny po­wo­do­wa­ło jej otwar­cie tak, jak­by zo­sta­ła klik­nię­ta dwu­krot­nie. Innym ra­zem prze­cią­ga­ny po ekra­nie ele­ment „od­pa­dał” w po­ło­wie dro­gi, jak­by przy­cisk zo­stał zwol­nio­ny. Bez otwie­ra­nia obu­do­wy wie­dzia­łem, co do­le­ga my­szy: zuży­ty mik­ro­styk.

Istnieją tech­ni­ki od­na­wia­nia mik­ro­sty­ków. Ponie­waż jed­nak dys­po­no­wa­łem nie­spraw­ną mysz­ką in­nej fir­my, w któ­rej zna­laz­łem trzy w peł­ni spraw­ne, stan­dar­do­we mik­ro­sty­ki, zde­cy­do­wa­łem się na wy­mia­nę. Wyluto­wy­wa­nie mik­ro­sty­ków nie na­le­ży co praw­da do za­jęć łat­wych i przy­jem­nych, lecz uda­ło się do­ko­nać wy­mia­ny bez uszko­dzeń mik­ro­sty­ku i ście­żek.

„Nowy” mik­ro­styk jest nie­co tward­szy w na­cis­ku niż do­tych­cza­so­wy. Nie prze­szka­dza to jed­nak abso­lut­nie w pra­cy. Najważniej­sze jest zaś to, że mysz znów za­częła się za­cho­wy­wać ideal­nie i moż­li­we, że po­słu­ży mi ko­lej­ne, dłu­gie la­ta.

Miło jest wie­dzieć, że są jesz­cze nie­za­wod­ne, trwa­łe urzą­dze­nia.