RSS

Komentarze w epoce Web 2.0: niezbędne, lecz w nadmiarze bezużyteczne

Liczba odsłon: 130

Jedną z pod­sta­wo­wych cech Web 2.0 jest moż­li­wość ko­men­to­wa­nia treś­ci. Dyskuto­wa­nie z czy­tel­ni­ka­mi, wi­dza­mi i słu­cha­cza­mi oraz uwzględ­nia­nie ich uwag i po­my­słów mo­że dać au­to­ro­wi ol­brzy­mią si­łę. Niestety, licz­ba ko­men­ta­rzy oraz ja­kość ope­ru­ją­cych na nich na­rzę­dzi spra­wia­ją, że naj­częś­ciej nie za­da­ję so­bie tru­du ani czy­ta­nia, ani za­miesz­cza­nia ko­men­ta­rzy.

Jak to by­ło daw­niej

Cofnijmy się w cza­sie o kil­ka­dzie­siąt lat i za­sta­nów­my, jak kwe­stia ko­men­to­wa­nia cu­dzych dzieł wy­glą­da­ła daw­niej.

W przy­pad­ku ksią­żek je­dy­ną for­mą kon­tak­tu z au­to­rem by­ło na­pi­sa­nie do nie­go li­stu al­bo bez­po­śred­nio (je­że­li zna­ny był spo­sób kon­tak­tu), al­bo po­przez wy­daw­cę. Ponie­waż by­ło to cza­so­chłon­ne, a list mógł zo­stać łat­wo zigno­ro­wa­ny, ro­bi­li to tyl­ko lu­dzie, któ­rzy mie­li fak­tycz­nie coś war­toś­cio­we­go do na­pi­sa­nia (al­bo naj­bar­dziej za­pa­le­ni wiel­bi­cie­le lub wiel­bi­ciel­ki).

Dużo łat­wiej mia­ły oso­by po­le­mi­zu­ją­ce z auto­ra­mi ar­ty­ku­łów pra­so­wych. Ich ko­res­pon­den­cja by­ła dru­ko­wa­na w naj­bliż­szym nu­me­rze, a autor mógł od ra­zu od­nieść się do tych kil­ku ko­men­ta­rzy, dla któ­rych zna­le­zio­no miej­sce na ła­mach. Redakcja peł­ni­ła ro­lę mo­de­ra­to­ra: od­rzu­ca­ła li­sty nie­me­ry­to­rycz­ne, po­mi­ja­ła pow­ta­rza­ją­ce po­ru­sza­ne już kwe­stie, a za­miesz­cza­ne skra­ca­ła tak, by jak naj­wię­cej treś­ci zaj­mo­wa­ło jak naj­mniej­szą po­wierz­chnię. W efek­cie dy­sku­sja by­ła bar­dzo kon­kret­na i mia­ła prze­wi­dy­wal­ne tem­po.

Web 1.0

W epo­ce Web 1.0 in­ter­nau­ci mie­li do dys­po­zyc­ji tyl­ko trzy pod­sta­wo­we spo­so­by ko­mu­ni­ko­wa­nia się z twór­ca­mi nie­licz­nych por­ta­li: księ­gi go­ści, pocz­tę elek­tro­nicz­ną i gru­py dys­ku­syj­ne.

Księga go­ści naj­mniej na­da­wa­ła się do pro­wa­dze­nia oży­wio­nej dy­sku­sji. Był to ra­czej po­kaz wczes­nych, nie­wiel­kich moż­li­woś­ci dy­na­mi­zo­wa­nia za­war­toś­ci stro­ny. Zazwyczaj księ­gi by­ły za­peł­nia­ne poz­dro­wie­nia­mi z róż­nych częś­ci świa­ta lub po­dzię­ko­wa­nia­mi za pro­wa­dze­nie war­toś­cio­we­go ser­wi­su.

Dużo po­waż­niej­szą op­cją by­ła pocz­ta elek­tro­nicz­na. Na adres za­miesz­czo­ny na stro­nie moż­na by­ło po­słać e-mail, kon­tak­tu­jąc się bez­po­śred­nio z au­to­rem — bez po­śred­nic­twa re­dak­cji lub wy­daw­nic­twa. Koncepcja by­ła jed­nak du­żo bar­dziej po­dob­na do dy­sku­sji pro­wa­dzo­nej na ła­mach cza­so­pis­ma niż mog­ło­by się wy­da­wać. Tylko od auto­ra za­le­ża­ło bo­wiem, czy prze­czy­ta list i jak na nie­go za­rea­gu­je. Odpowiedź mog­ła zo­stać wy­sła­na pry­wat­nie lub udzie­lo­na pub­licz­nie, w for­mie do­dat­ko­we­go wpi­su pod jed­nym z ar­ty­ku­łów lub cał­kiem no­we­go tek­stu. W każ­dym ra­zie, bez zgo­dy i wie­dzy auto­ra na je­go stro­nie nic nig­dy się nie po­ja­wia­ło.

Najbardziej otwar­tą for­mę dy­sku­sji ofe­ro­wa­ły (i wciąż ofe­ru­ją) gru­py dys­ku­syj­ne. Każdy uczest­nik gru­py mo­że za­kła­dać no­we wąt­ki dy­sku­sji i udzie­lać się w ist­nie­ją­cych, a każ­dą opu­bli­ko­wa­ną wia­do­mość wi­dzą wszys­cy in­ni uczest­ni­cy. Najważniej­szą ce­chą te­go sys­te­mu jest dzia­ła­nie w spo­sób cał­ko­wi­cie roz­pro­szo­ny: koń­ców­ka sys­te­mu prze­cho­wu­je lo­kal­nie naj­śwież­sze wia­do­moś­ci (jak wie­le — za­le­ży od ope­ra­to­ra), do któ­rych wy­świet­la­nia i prze­twa­rza­nia sto­su­je się spe­cja­li­zo­wa­ne pro­gra­my. Dzięki te­mu ten sam tekst każ­dy mo­że czy­tać w in­ny, do­god­ny mu spo­sób, bez uza­leż­nia­nia się od for­my na­rzu­co­nej przez auto­ra.

Web 2.0

Strony WWW pi­sa­ne wed­ług za­sad Web 2.0 po­zwa­la­ją czy­tel­ni­kom za­mie­szczać włas­ne treś­ci, choć­by w po­sta­ci ko­men­ta­rzy. Komento­wać mo­że­my wszyst­ko, od wia­do­moś­ci publi­ko­wa­nych w por­ta­lach in­for­ma­cyj­nych, przez wpi­sy na blo­gu, aż po fil­my za­miesz­cza­ne w ser­wi­sach ty­pu YouTube.

Działa to świet­nie, do­pó­ki licz­ba ko­men­ta­rzy jest nie­du­ża. Jeżeli ma­teriał zo­stał opa­trzo­ny kil­ko­ma lub kil­ku­na­sto­ma ko­men­ta­rza­mi, łat­wo moż­na się za­zna­jo­mić z ich treś­cią. Warto to zro­bić, gdyż ko­men­ta­rze mo­gą za­wie­rać do­dat­ko­we in­for­mac­je, nie prze­ka­za­ne w sa­mym ma­te­ria­le. Jeżeli sa­mi chce­my coś sko­men­to­wać, prze­czy­ta­nie ko­men­ta­rzy za­po­bieg­nie po­wtó­rze­niom. Nie ma tu bo­wiem re­dak­cji, któ­ra wstęp­nie mo­de­ro­wa­ły­by ko­men­ta­rze, a nad­miar „sprzę­że­nia zwrot­ne­go” ob­cią­ża bez­po­śred­nio auto­ra, któ­ry mu­si przez­na­czać czas na od­po­wia­da­nie na ta­kie sa­me ko­men­ta­rze za­miast na two­rze­nie no­wych treś­ci.

Ja, gdy pod ja­kimś ma­teria­łem znaj­du­je się kil­ka­dzie­siąt ko­men­ta­rzy, na­wet je­że­li mam fak­tycz­nie ja­kąś me­ry­to­rycz­ną uwa­gę, od­pusz­czam so­bie za­miesz­cze­nie ko­men­ta­rza. Po kil­ku mi­nu­tach czy­ta­nia lub oglą­da­nia sa­mej treś­ci mu­siał­bym bo­wiem spę­dzić kil­ka­naś­cie lub kil­ka­dzie­siąt na prze­glą­da­nie ko­men­ta­rzy i spraw­dza­nie, czy ktoś już „te­go” nie na­pi­sał.

Sytuacji nie po­pra­wia brak moż­li­woś­ci prze­twa­rza­nia ko­men­ta­rzy do­wol­nym ze­wnętrz­nym na­rzę­dziem. W epo­ce Web 2.0 ko­men­ta­rze są bo­wiem ele­men­tem skła­do­wym stro­ny WWW i o wszyst­kim, co mo­że­my z ni­mi zro­bić, de­cy­du­je twór­ca sil­ni­ka stro­ny. Ten zaś częs­to utrud­nia ca­ło­ścio­wą ana­li­zę treś­ci, zwi­ja­jąc wszyst­kie wąt­ki do po­je­dyn­czych po­zyc­ji lub sto­su­jąc AJAX-owe sztucz­ki ty­pu „zo­bacz wię­cej” zmniej­sza­ją­ce ob­cią­że­nie ser­we­ra, lecz unie­moż­li­wia­ją­ce glo­bal­ne prze­szu­ka­nie treś­ci wszyst­kich ko­men­ta­rzy na­raz.

Co z tym zro­bić?

Co moż­na zro­bić, by ko­men­ta­rze uczy­nić znów przy­dat­ny­mi i war­toś­cio­wy­mi na­wet tam, gdzie jest ich du­żo? Po pierw­sze, ogra­ni­czyć ich licz­bę. Jednym spo­so­bem osiąg­nię­cia te­go efek­tu jest usu­wa­nie wszyst­kich ko­men­ta­rzy nie wno­szą­cych nic me­ry­to­rycz­nie. To jed­nak dzia­ła­nie bar­dzo krót­ko­wzrocz­ne: znie­chę­ca się lu­dzi do ko­men­to­wa­nia oraz do czy­ta­nia, a tak­że po­zba­wia sie­bie sa­me­go in­for­mac­ji zwrot­nej. Nawet ma­ło me­ry­to­rycz­ne ko­men­ta­rze ty­pu „świet­ny tekst” al­bo „mar­ne, za­my­kam po pierw­szym aka­pi­cie” o czymś mó­wią.

Drugim spo­so­bem by­ło­by dzie­le­nie ko­men­ta­rzy na dwie ka­te­go­rie: me­ry­to­rycz­ne i ogól­ne. Prostym filt­rem moż­na by wy­brać, czy chce się wi­dzieć wszyst­kie wpi­sy, czy tyl­ko te, któ­re fak­tycz­nie od­no­szą się do treś­ci i sta­no­wią po­le­mi­kę bądź uzu­peł­nie­nie. Kwestią otwar­tą po­zos­ta­je spo­sób reali­zac­ji. Jeżeli ro­dzaj ko­men­ta­rza wska­zy­wał­by je­go autor, spo­ra część wpi­sów by­ła­by nie­słusz­nie ozna­czo­nych ja­ko me­ry­to­rycz­ne. Z kolei prze­no­sząc ten obo­wią­zek na auto­ra ma­teria­łu ob­cią­ża­my go do­dat­ko­wy­mi za­da­nia­mi, z któ­rych mo­że się nie móc wy­wią­zy­wać.

Jest jed­nak dru­gi spo­sób, by opa­no­wać du­żą licz­bę ko­men­ta­rzy i jest to spo­sób, któ­ry mnie – zwo­len­ni­ko­wi otwar­tych stan­dar­dów i in­ter­opera­cyj­no­ści – po­do­ba się naj­bar­dziej. Wystarczy­ło­by bo­wiem opra­co­wać je­den wspól­ny, otwar­ty stan­dard ba­zu­ją­cy na RESTXML/JSON, za po­mo­cą któ­re­go moż­na by po­bie­rać i publi­ko­wać ko­men­ta­rze od­no­szą­ce się do wska­za­ne­go ele­men­tu. Na stro­nie ko­men­ta­rze wy­świet­la­ne by­ły­by jak po­przed­nio, jed­nak klik­nię­cie jed­ne­go przy­ci­sku lub od­noś­ni­ka po­wo­do­wa­ło­by otwar­cie ze­wnętrz­nej, na­tyw­nej apli­kac­ji wska­za­nej przez użyt­kow­ni­ka, w ra­mach któ­rej moż­li­we by by­ło do­wol­ne oglą­da­nie, wąt­ko­wa­nie i wy­szu­ki­wa­nie ko­men­ta­rzy, a tak­że czy­ta­nie ich w spo­sób zna­ny z grup dys­ku­syj­nych. Co wię­cej, po­now­ne otwar­cie pod­glą­du ko­men­ta­rzy te­go sa­me­go ele­men­tu po­zwa­la­ło­by łat­wo do­strzec no­we, jesz­cze nie prze­czy­ta­ne ko­men­ta­rze czy od­szu­kać od­po­wie­dzi na na­sze włas­ne wąt­ki lub wpi­sy.

Niestety, nie mam wiel­kich na­dziei, że przed­sta­wio­ny po­wy­żej po­mysł przy­bie­rze real­ną po­stać.

Po pierw­sze, twór­cy stron – a ra­czej sil­ni­ków na­pę­dza­ją­cych głów­ne ka­te­go­rie por­ta­li inter­ne­to­wych – nie bę­dą chcie­li po­zbyć się kon­tro­li nad ko­men­ta­rza­mi. Wyświet­la­nie ich treś­ci w ze­wnętrz­nej apli­kac­ji ozna­cza­ło­by od­cię­cie użyt­kow­ni­ka od wy­świet­la­nych na tej sa­mej stro­nie re­klam i zmniej­sze­nie wy­ka­zy­wa­nej w sta­tys­ty­kach licz­by od­słon.

Co gor­sza, rów­nież czy­tel­ni­cy nie byli­by za­chwy­ce­ni ta­kim roz­wią­za­niem. Komentarz jest bo­wiem częs­to treś­cią ty­pu fi­re and for­get: za­mie­szcza się go bez wcześ­niej­sze­go prze­czy­ta­nia in­nych i nig­dy wię­cej nie za­glą­da na tę sa­mą stro­nę WWW. Koniecz­ność uży­wa­nia do te­go do­dat­ko­we­go na­rzę­dzia, być mo­że wy­ma­ga­ją­ce­go od­dziel­nej apli­kac­ji, by­ła­by trak­to­wa­na ja­ko absurd, cze­go naj­lep­szym do­wo­dem mo­że być roz­pow­szech­nie­nie do­stę­pu do pocz­ty przez WWW czy za­stą­pie­nia grup dys­ku­syj­nych ułom­ny­mi fo­ra­mi inter­ne­to­wy­mi.

Jak zwyk­le, me­cha­niz­my do­stęp­ne w Inter­ne­cie ewo­lu­ują w kie­run­ku za­pew­nie­nia wy­go­dy ma­ło wy­ma­ga­ją­cej więk­szoś­ci. Szkoda, że cier­pią na tym bar­dziej za­awan­so­wa­ni użyt­kow­ni­cy, któ­rzy chcą mieć kon­tro­lę nad kon­su­mo­wa­ny­mi i publi­ko­wa­ny­mi tre­ścia­mi, oraz ci, któ­rzy po pros­tu chcą się po­waż­nie za­an­ga­żo­wać w pro­wa­dzo­ne w Inter­ne­cie dys­ku­sje.


A co poradzić, gdy komentarzy jest więcej niż znaków w artykule (patrz: Gazeta Wrocławska, Libacja na skwerku)? :)
No cóż, to już sytuacja ekstremalna :) I znane zjawisko w Internecie: dryfowanie komentarzy w kierunku zupełnie oderwanych od meritum sprawy (a czasem i od rzeczywistości). To dryfowane zachodzi tym łatwiej i szybciej, im bardziej absurdalna lub pełna błędów jest sama komentowana wiadomość.

I faktycznie, to ciekawe pytanie, co w tym momencie robić. Puryzm nakazywałby usuwanie wszystkich komentarzy nie związanych z tematyką wiadomości. Z drugiej strony, byłaby to likwidacja pewnego nawet dość sympatycznego zjawiska.

Najprościej byłoby, gdyby po prostu autorzy wiadomości nie dawali swoim komentatorom możliwości takiego wyżywania się na wpisie ;)