RSS

Koniec z marnotrawstwem?

Liczba odsłon: 18

Ludwik Dorn kończy z marnotrawstwem. „Resort wydał rekomendację dla urzędników dotyczące sposobu opisywania wymagań do komputerów w przetargach publicznych. Decydujące znaczenie mają parametry wydajnościowe, a nie śrubki i diody. Resort «uwzględniając zalecenia Komisji Europejskiej» i własne doświadczenia, zakazał wszelkich praktyk ograniczających konkurencję” — donosi portal WP.pl.

Czy jednak faktycznie wydajność ma mieć największe znaczenie, a śrubki i diody ograniczają tylko konkurencję? Firmy Optimus, NTT, Action i PC Factory, które wystosowały list otwarty w tej sprawie (odpowiedzią na niego jest właśnie wspomniana rekomendacja) twierdzą, że tak; ja jednak mam odmienne zdanie. Doświadczenia przetargów uczą, że przeciętne polskie firmy w nich uczestniczące dostarczają sprzęt tragicznej jakości, poskładany z najtańszych elementów. Jeżeli nawet z jakichś powodów w zestawie znajdzie się płyta główna producenta cieszącego się świetną opinią, zasilaniem jej zajmuje się jeden z tanich zasilaczy o marnej renomie. Obudowy również pochodzą z masowej chińskiej produkcji i cud, jeżeli nie kroją rąk ostrymi krawędziami; trudno jednak doszukiwać się eleganckiego wzornictwa, małych rozmiarów czy wygodnego w obsłudze wnętrza.

W przeciwieństwie do tego typu chałupniczej produkcji, obudowy niektórych producentów (niestety, głównie zagranicznych) cieszą oko (i nie tylko) wzornictwem i rozmiarem i nie drżą w rytm obrotów wentylatora. Do wnętrza komputera można się dostać bez użycia jakichkolwiek narzędzi, a i w środku poszczególne elementy mocowane są tłumiącymi drgania zatrzaskami lub śrubkami. Taśmy i przewody są elegancko spięte lub poprowadzone oddzielnymi kanałami, a wentylatory wymuszają ruch powietrza tam, gdzie jest to niezbędne, kierując strumień lekkimi plastikowymi tunelami.

Budowa wewnętrzna nie jest ważna tylko ze względów estetycznych, ale też funkcjonalnych. Zaprojektowany od zera komputer jest mniejszy i cichszy, a prawidłowe chłodzenie i elastyczne, lecz niezawodne mocowanie elementów zapewniają większą trwałość zestawu nawet w nieco trudniejszych warunkach pracy. Na wypadek awarii z kolei dostępne są mechanizmy diagnostyczne (diody sygnalizujące problemy z wentylatorami, System Management BIOS umożliwiający zdalne, centralne monitorowanie poszczególnych jednostek) oraz – co czasem najważniejsze – gwarantowana szybka reakcja serwisu, dysponującego zestandaryzowanymi częściami zamiennymi stosowanymi w danym modelu komputera.

Owszem, „markowe” komputery również nie są pozbawione wad. Najmniejszą z nich jest podwyższona cena, gdyż większa niezawodność i lepsze warunki gwarancyjne są jej warte. Gorzej, że czasem podzespoły również nie są rewelacyjnej jakości (choć mimo wszystko płyta główna Asrocka czy zasilacz firmy Lite-On wykonane dla HP czy Fujitsu-Siemensa są nieco lepsze, niż podobne modele sprzedawane luzem odbiorcom indywidualnym). Więcej kłopotów sprawiają też samodzielne naprawy pogwarancyjne: niestandardowe płyty główne czy specjalnie wyprofilowane przewody mogą być trudne do zdobycia lub kosztować krocie.

Różnice między typowym „komputerem hipermarketowym" polskich producentów a projektowanymi całościowo produktami niektórych wytwórców zachodnich są jeszcze wyraźniej widoczne w przypadku serwerów. Serwer to bowiem nie tylko dobrze wyposażony „pecet”; to maszyna, która musi być zaprojektowana od podstaw pod kątem niezawodności i wydajności. Obudowa powinna mieć możliwość montażu w szafie (rack), a funkcja szybkiego otwierania bez użycia narzędzi jest wręcz obowiązkowa. Wnętrze musi być zaprojektowane w sposób modułowy, umożliwiający szybką – i najlepiej bez wyłączania komputera – wymianę filtrów przeciwpyłowych, wentylatorów czy sanek napędów dyskowych. Funkcja hot-swap dysków twardych może być nieobecna tylko w najprostszych konstrukcjach — o to bowiem chodzi w macierzach dyskowych, by nie wyłączać całego serwera z powodu takiego drobiazgu, jak awaria jednego z kilku dysków. O wydajnych zasilaczach (najlepiej redundantnych), rozrzutnie zaprojektowanym chłodzeniu i dużej liczbie gniazd rozszerzających nie muszę chyba szerzej się rozwodzić.

Tymczasem widząc sprzęt dostarczany w przetargu jako serwery można się złapać za głowę. Płyta główna co prawda na przykład Tyana i dwuprocesorowa, ale raczej przeznaczona do stacji roboczych, niż serwerów. Zasilanie z jednego zasilacza 500 W firmy Tracer oznacza, że przy próbie poważniejszego obciążenia zestawu całość ulegnie nagłej awarii — dobrze, jeśli tylko awarii zasilacza. Dyski twarde wkręcone są na stałe do obudowy typu „wieża” i podłączone zwykłymi kablami IDE i SCSI. Gdy coś ulegnie awarii, trzeba ze śrubokrętem w ręku rozbierać pół komputera uważając, by nie zranić się na krawędziach obudowy.

W umieszczaniu w warunkach przetargu przysłowiowych „śrubek i diod” nie chodzi zatem tyle o dyskryminowanie konkretnych producentów, co dyskryminowanie chałupnictwa. Złożyć komputer z części dostępnych w hurtowni potrafi byle gimnazjalista, a to właśnie robi wielu – niby całkiem poważnych – producentów. Zaprojektowanie komputera jako produktu i produkowanie go w skali masowej to zupełnie inny, dalece poważniejszy problem. Trzeba wykonać projekt (włącznie z projektem nowej obudowy, a czasem i nowej płyty głównej), dokonać prób i pomiarów (akustyka, ergonomia, promieniowanie) i przygotować dokumentację produkcyjną. Trzeba przygotować wersję systemu operacyjnego ze zintegrowanymi przetestowanymi i stabilnymi wersjami sterowników do zamontowanych w komputerze urządzeń. Trzeba oprogramować mechanizmy zautomatyzowanego przywracania stanu komputera do postaci fabrycznej (pełna reinstalacja systemu operacyjnego), a najlepiej również system archiwizowania danych i ich odtwarzania. Na koniec należy uruchomić masowy montaż i pakowanie nie do samodzielnych pudeł, lecz do pojedynczych kartonów przechowujących cały zestaw wraz z dokumentacją, oprogramowaniem, akcesoriami (najlepiej również dostosowanymi wzornictwem do komputera) i monitorem.

Za to wszystko się płaci, lecz w efekcie uruchomienie nowej dostawy komputerów jest dla administratora znacznie mniejszym problemem, a zastąpienie uszkodzonej maszyny wymaga jedynie dostarczenia przez dystrybutora nowego egzemplarza. Awariom można też zapobiegać, monitorując automatycznie parametry pracy poszczególnych maszyn i wzywając serwis do egzemplarzy ze szwankującym chłodzeniem lub dogorywającymi dyskami twardymi. W efekcie czas przestoju jest ograniczony do minimum, a straty związane z brakiem komputera — minimalne.

Czy zatem minister Dorn faktycznie walczy ze snobizmem urzędników i ich niechęcią do naszych polskich producentów? Czy raczej przypadkowo wymusza administracyjnie przyzwolenie na fuszerkę, nijakość i cięcie kosztów?


Dorn po prostu uległ lobbyingowi polskich firm komputerowych. Nic wstydliwego, SLD też tak robiło -- wszyscy pamiętamy pana Dochnala -- ale ponoć PiS miał być inny?
Opisałeś tu przypadek serwerów, a komputery stacjonarne? Nie wiem czy konieczne jest do surfowania w internecie i drukowania jakiś tam sprawozdań w Wordzie Pentium 4 3.0 GHZ i 1 GB Ramu!! Takie informacje uzyskałem po rozmowie z miłą, młodą i ładną panią w Urzędzie Gminy w Ursusie (dzielnica Warszawy) Informacje uzyskałem oczywiście drogą nieoficjalną:-) Wkrótce jednak kretyni będą mieli uzasadnienie dla swojego kretynizmu – wszedł przecież Windows Vista ROTFL
"Nie wiem czy konieczne jest do surfowania w internecie i drukowania jakiś tam sprawozdań w Wordzie Pentium 4 3.0 GHZ i 1 GB Ramu!!"

To są właśnie parametry wydajnościowe, które dzięki min. Dornowi będą decydowały o tym, kto wygra przetarg. Furda dobre zasilacze, furda ciche obudowy podnoszące komfort pracy -- liczą się megabajty i megaherce.
@Tomaszek: o stacjonarnych ten artykuł też traktuje :)
Fakt, fakt, co nadto w tej chwili wiele domorosłych informatyków, jako iż technika idzie do przodu ale wpis co prawda z 2007 roku ale nadal aktualny, wyposaża się już w macierze dyskowe RAID 1 dla uzyskania większej wytrzymałości danych, czasami są to nawet dyski ad-hoc, cóż chyba przyjdzie jeszcze troszkę poczekać zanim zwykłego śmiertelnika będzie stać na dwu-zasilaczowe rozwiązanie, ale nie ulega wątpliwości że obudowy produkowanych dzisiaj komputerów dalej pozostawiają wiele do życzenia, niestety jeśli chcemy mieć ciche i wydajne chłodzenie to pozostaje tylko budować coś samemu. Osobiście popieram wspieranie firm które próbują wdrażać nowe innowacyjne rozwiązania, zapewniające większą stabilność pracy oraz wytrzymałość całego zestawu, a także popieram sposób budowy umożliwiający szybką wymianę komponentów na nowe. Moim zdaniem na dzień dzisiejszy powinno się zacząć stosować rozwiązania które nie wymagają żadnych elementów mechanicznych, dyski talerzowe powinny zostać wyparte przez pamięci masowe SSD, wydaje mi się, że są one zdecydowanie tańsze w produkcji a jako nowość na rynku (no może obecnie już nie tak do końca nowość) są strasznie drogie, dlaczego? To samo tyczy się chłodzenia, moim zdaniem powinno się stosować chłodzenie pasywne z góra jednym dużym wentylatorem niskoobrotowym, a najlepiej bez żadnych wentylatorów.