RSS

Kto wykańcza przemysł oprogramowania

Liczba odsłon: 22

Bardzo dużo czasu poświęca się roztrząsaniu, jak to piractwo zabija przemysł produkujący oprogramowanie. W opinii wielu to „piraci” odpowiadają za niższe dochody, mniejszą innowacyjność, spadek liczby miejsc pracy czy bankructwo wielu małych firm.

Tymczasem przemysł sprzętu komputerowego też nie jest bez winy. Ot, wystarczy zerknąć do starych czasopism komputerowych. Oprogramowanie podwajające pojemność dysku twardego, przeznaczone dla komputerów Apple Macintosh, kosztowało około $90. Dzisiaj tego typu niezależne programy nie istnieją: za $90 można kupić dodatkowy dysk o pojemności rzędu 80 GB, czyli o wiele większy, niż jest potrzebny przeciętnemu użytkownikowi biurowemu. Ba, funkcjonalność kompresji plików dyskowych „w locie” jest wbudowana w system Windows, likwidując potrzebę stosowania niezależnego oprogramowania. Spadek cen zadał śmiertelny cios całej gałęzi rynku, a upowszechnienie się funkcji — dobiło ją.

Podobną cenę osiągały też niektóre programy obiecujące przyspieszenie pracy komputera przez kompresję nieużywanych fragmentów pamięci RAM. Niezależnie od ich skuteczności – niektóre faktycznie dawały niewielkie przyspieszenie, inne zaś były jawnym oszustwem – dzisiaj za $80 można rozszerzyć pamięć o 1 GiB, likwidując potrzebę stosowania placebo w postaci programowej kompresji. Cały rynek tego typu oprogramowania runął w niesamowitym tempie (co nie przeszkadza co niektórym przebąkiwać o wprowadzeniu tego typu mechanizmów kompresji do systemów operacyjnych).

Producenci sprzętu są zatem nie tylko wielkimi przyjaciółmi programistów, ale – jednocześnie – ich największymi wrogami.


Choć jestem z natury bardzo sentymentalny i generalnie podoba mi się to co było, to jednak teraz stanę w obronie "teraźniejszości". Cieszy mnie, że zniknęły z rynku podwajacze pamięci i inne pierdoły, które oczywiście były oszustwem. Cieszą mnie ceny sprzętu komputerowego, które są coraz bardziej przystępne. Ale bardzo smuci niestety jakość sprzętu. Jakość spada niestety wraz z ceną. Konia z rzędem temu, kto nie musi kupić nowej nagrywarki DVD po dwóch latach użytkowania ( to tylko taki przykład )
Niestety (albo stety) rynek kompresji softwarowej upadł. Nie wiem czy autor bloga się orientuje jak to się stało, że Windows posiadł ów program kompresji? Ciekawa historia. Dokładnie już nie pomnę nazwy firmy, ale była taka jedna, mała firma, która stworzyła doskonałe oprogramowanie do kompresji w locie. MS niby zaczął z nią współpracować, ukradł kod programu a później pozwami sądowymi wykończył. To tyle jeśli chodzi o piractwo wykańczające rynek ;-)

Co do jakości oprogramowania, o czym wspomniał Tomaszek, to uważam, ze wynika to z kilku czynników:
1. Komplikacja podzespołów. Im coś bardziej skomplikowane tym częściej się będzie psuło.
2. Ceny. Im tańszy sprzęt tym tandetniejsze wykonanie. Przykładem niech będą laptopy firmy Asus. Generalnie jest to sprzęt dobrej jakości, za swoją niską cenę oferujący spore możliwości, które u innych firm są znacznie droższe. Niestety jak zajrzymy do środka okazuje się, że są tam poupychane dość tandetne chipy, które "muszą" się popsuć szybciej niż ich droższe odpowiedniki. Wydanie jednak 2000zl na laptopa, który przez 2 lata będzie działał bez większego zarzutu chyba nie jest znowuż aż takim wielkim wydatkiem. Oczywiście niewygoda z tym związana jest spora...
To oczywiście nie usprawiedliwia producentów, ale takie jest życie i praktyka dość powszechnie stosowana. A my się w sumie na nią godzimy bo i alternatywy nie mamy za bardzo.
“Ba, funkcjonalność kompresji plików dyskowych „w locie” jest wbudowana w system Windows, likwidując potrzebę stosowania niezależnego oprogramowania.”

Jeśli mowa o atrybucie kompresji w NTFS to jest to rozwiązanie bardzo słabe. Firma M$ postawiła tu na szybkość kosztem stopnia kompresji. W praktyce szybkość jest znośna (co jest istotne), natomiast na dużym dysku mam kopię innego komputera przechowującego ważne dane (sporo danych!), ponieważ jest to jedynie backup to mogłem go skompresować (choćby najwolniej), nie pamiętam jaki stopień kompresji uzyskałem (faktycznie), ale właściwie to mógłbym tego nie kompresować.

Odnośnie kiepskiej jakości sprzętu to naprawdę trudno jest teraz coś kupić co nie było by wyprodukowane w Chinach ! Wg. mnie jest to powodem pogorszenia jakości (a o zatruciach to już nie będę wspominał...).
Ja np. około pół roku temu kupiłem sobie zupełnie nowy model montora LCD firmy NEC. Warte zaznaczenia jest to że jest to raczej droższy model a nie ten najtańszy (właściwie te tańsze modele które ostatnio kupiłem – działają bez problemów...). Zepsuł mi się w nim najprostszy element: przycisk włączający i wyłączający monitor (ten z przodu). Mam oczywiście jeszcze długą gwarancję na ten monitor ale coś tak dziwacznego zdarzyło mi się po raz pierwszy w mojej dłuugiej komputerowej karierze miłośnika informatyki. Sprawa jest taka: nie chce mi się wysyłać monitora do serwisu (po drugiej stronie Polski) tylko dla jednego przycisku ! Co gorsza jest to dość “przydatny” przycisk... włączenie/wyłączenie monitora w tej chwili jest bardzo trudne, a myślę że w takim tempie za następne kilka miesięcy będzie zupełnie niemożliwe...