RSS

Stopniowanie prawdy

Liczba odsłon: 305

Najpierw roztaczano apokaliptyczne wizje, jak to do końca roku bezwzględnie należy wymienić stary dowód osobisty na nowy, plastikowy. Osoby, które by się choć jeden dzień spóźniły, miały być prawie że wykluczone ze społeczeństwa, niezdolne do wykonania najprostszych czynności i narażone na problemy przy najdrobniejszych codziennych zadaniach.

Potem spuszczono nieco z tonu. Zaczęto nieśmiało przebąkiwać, że termin składania wniosków upływający z końcem grudnia 2007 roku jest istotny tylko z powodu gwarancji otrzymania nowego dokumentu przed upływem terminu ważności starego. Całkiem możliwe, że wnioski złożone w styczniu – już po upływie terminu – zostaną mimo wszystko rozpatrzone na czas. Kto wie zresztą, czy urzędy – zatkane nawałnicą wniosków – nie wymuszą przedłużenia ważności „zielonych książeczek”.

Teraz rzetelność informowania posunięto – nareszcie! – jeszcze dalej. Wreszcie powiedziano, że wiele czynności można będzie wykonać na podstawie paszportu — posiadanie ważnego dowodu nie jest konieczne. Posiadacz ważnego konta bankowego nie zamierzający brać kredytu może spokojnie cały rok czekać z wymianą dowodu osobistego nie narażając się na większe przykrości. Listy polecone na poczcie odbierze się przecież legitymując się prawem jazdy, a przelew bankowy można zlecić poprzez Internet — bez pokazywania komukolwiek jakichkolwiek dokumentów.

Nie wiem po co w ogóle utrzymano obowiązek posiadania takiego dokumentu jak „dowód osobisty”. Trzeba było od razu wprowadzić uniwersalny dokument będący zarazem dowodem tożsamości, prawem jazdy i paszportem — bez konieczności wymieniania każdego z osobna co parę lat. Albo, w zgodzie z trendem zamieniania ludzi w numerki z bazy danych, nakazać pamiętanie swojego numeru PESEL i sprawdzać wirtualne dowody osobiste poprzez Internet. W obecnej postaci bowiem obowiązek posiadania (i regularnego wymieniania na aktualny!) dowodu osobistego jest dla mnie po prostu sposobem na wprowadzenie kolejnego podatku.


"Nie wiem po co w ogóle utrzymano obowiązek posiadania takiego dokumentu jak „dowód osobisty”. "

No, w Anglii nie mają. Przez co ktoś kto chce tam otworzyć konto w banku, musi robić dziwne hocki-klocki w stylu przynoszenia do banku rachunku za gaz. A np. długi poprzedniego najemcy mieszkania mogą się ciągnąć smrodem za nami, bo podstawowym sposobem identyfikacji ludzi jest właśnie adres zamieszkania (bo dowodów nie ma).

"Trzeba było od razu wprowadzić uniwersalny dokument będący zarazem dowodem tożsamości, prawem jazdy i paszportem"

Po pierwsze, nie każdy ma prawo jazdy.

Po drugie, paszport jest dokumentem unijnym, i np. musi spełniać warunki wynegocjowane przez UE z USA. Zmiana tych warunków zmuszałaby każdego dorosłego Polaka do wymiany podstawowego dowodu tożsamości, nawet gdyby nie miał zamiaru nigdy jechać za granicę.

Po trzecie, paszport musi być gruba książeczką, żeby pogranicznik w Zairze miał gdzie wbić wizę i stempel kontroli granicznej – dlaczego ktoś kto nie ma zamiaru jechać nigdzie za granicę, miałby nosić ze sobą tyle papieru? Takiego dowodu do portfela się nie schowa. Nowy dowód jest mały i łatwo go schować obok karty kredytowej.

Po czwarte, wtedy każdy kto miałby w rękach nasz dowód osobisty, widziałby również gdzie i kiedy podróżowaliśmy (poza UE).

"Albo, w zgodzie z trendem zamieniania ludzi w numerki z bazy danych, nakazać pamiętanie swojego numeru PESEL"

Pamiętać???

Informacja o tym, czy ktoś ma prawo jazdy czy nie, może być przechowywana w jakiejś centralnej bazie lub nawet wpisywana do chipa na samym dowodzie tożsamości. W tym drugim przypadku wystarczy prosty czytnik i sprawa załatwiona. A w pierwszym? I tak policja drogowa sprawdzając dokumenty kontakuje się z centralną i podaje namiary na osobę, przy okazji można też sprawdzić, czy dysponuje ważnymi uprawnieniami.
Co do pamiętania PESELa — a jak niby jest z NIPem? Dostaje się tylko decyzję na papierku i trzeba sobie zapisać na czymś i nosić ze sobą, bo inaczej jak jest potrzebny, to jest kłopot. W ten sam sposób można przecież „pamiętać” PESEL. A w ogóle NIP powinien zostać zlikwidowany i zunifikowany z PESELem.
Co do paszportu, to już „pieśnią przyszłości” jest właśnie uniwersalny dokument chipowy: tożsamości, uprawnień do kierowania pojazdami, uprawnień do przekraczania granicy, płatniczy. Może być nawet z OLEDowym wyświetlaczem prezentującym wybraną stronę do kontroli. I koniecznie z zabezpieczeniami, by tylko przy właścicielu mógł zostać użyty.