RSS

Kto chce cenzurować Naszą-klasę?

Jakub Śpiewak z Fundacji Kid Protect zaatakował portal Nasza-klasa.pl. Zgodnie z jego wypowiedzią, zacytowaną przez tygodnik Polityka, „[...] twórcy strony muszą się jeszcze liczyć z konsekwencją poważnych wyroków sądowych. Na razie bowiem nikt nie kontroluje tego, co ludzie o sobie wypisują [...]”. Według Śpiewaka, niekontrolowane publikowanie informacji o osobach nieletnich stanowi „[...] istne zaproszenie dla pedofilów [...]”.

Zgadzam się, że publikowanie danych dzieci może ułatwiać pedofilom kontakt z potencjalnymi ofiarami. Czy jednak oznacza to, że osoby poniżej 15. roku życia nie powinny mieć prawa grupowania się w serwisach społecznościowych? Do tego bowiem sprowadzają się pomysły utrudnienia „infiltracji” przez środowiska pedofilskie: komunikacja jest podstawą działania Naszej-klasy, a jej zablokowanie wybiórczo jest nierealne, a globalnie — głupie.

Tak naprawdę to nie autorzy serwisu powinni kontrolować wpisywane dane. Oczywiście, w przypadku najmłodszych osób serwis mógłby wyświetlać ostrzeżenie zalecające niepublikowanie numeru telefonu, rezygnację z zamieszczania zdjęcia czy ostrożność w korespondencji z nieznajomymi. Kwestią dyskusyjną pozostaje, czy ktokolwiek zwróciłby uwagę na te ostrzeżenia (a zamieszczanie ich dla spokoju sumienia to nie prewencja, a hipokryzja). Osobami, które powinny – szczególnie teraz, przy okazji wielkiego szumu medialnego wokół portalu – sprawdzić, jakie dane dziecko upublicznia i jak reaguje na próby kontaktu z zewnątrz, są rodzice.

Nasza-klasa jest niewątpliwie najbardziej bezpośrednim źródłem uzyskania danych dziecka (i kontaktu z nim), jednak co powiedzieć o blogach prowadzonych przez uczniów? Często przelewają oni na stronice Internetu znacznie więcej szczegółów swojego życia, niż na surowe strony Naszej-klasy. Po przeczytaniu blogu ma się nie tylko adres e-mail (lub numer Gadu-Gadu) dziecka czy jego zdjęcie, ale też jego portret psychologiczny. Czyż to nie większe zagrożenie, niż informacja o tym, do jakiej klasy należało?

Nie jestem negatywnie nastawiony do cenzury w Internecie jako takiej. Uważam wręcz, że portale powinny w pewien sposób cenzurować wypowiedzi internautów, likwidując wszelkie nadużycia przy zachowaniu możliwie szerokiej wolności wypowiedzi. Nie znoszę jednak prób zepchnięcia indywidualnych obowiązków kontrolnych i wychowawczych na jakieś centralne organizacje.


Przedstawiciele mniejszości obecnej w naszym kraju od pokoleń ( których nie można nazwać po imieniu bez szykan z ich strony! ) domagają się jak widać coraz większej kontroli nad naszym państwem. Cieszę się, że dostrzegłeś problem, szkoda, że nie nazwałeś rzeczy po imieniu. Ale z drugiej strony rozumiem – szkoda Ci zamknięcia świata owoców w "niewyjaśnionych" okolicznościach
O ja pierdolę...