RSS

Ochrona społeczności posunięta do absurdu

Liczba odsłon: 62

Pisałem wczoraj o tym, że serwisy społecznościowe nie są jedynym źródłem informacji o ludziach. Walka z publikowaniem danych dzieci na stronach takich serwisów – w imię ochrony przed pedofilami – jest zatem z góry skazana na niepowodzenie: albo bezwzględnie zakazujemy dzieciom korzystania z takich serwisów, albo godzimy się ze wszystkimi konsekwencjami. Trzeciej drogi nie ma.

Ach, pomyliłem się. Jest przecież trzecia droga, tyle że jest to droga absurdu. Serwis Ars Technica opublikował niedawno artykuł opisujący wymagany prawem mechanizm informujący użytkowników serwisów o fakcie przeprowadzenia (lub nie) weryfikacji prawnej każdego uczestnika. Na każdej stronie serwisu wielkie, rzucające się w oczy kapitaliki mają nie tylko dawać do zrozumienia, czy możemy zaufać innym użytkownikom, ale też pouczać nas, że weryfikacja może być niepewna (co jest oczywiste, skoro weryfikacji podlegają tylko imię i nazwisko).

Czy to ma sens? Według mnie — absolutnie nie. Gdybym był właścicielem dużego amerykańskiego serwisu społecznościowego, po prostu zablokowałbym dostęp do serwisu użytkownikom z New Jersey, by nie musieć spełniać ich idiotycznych uregulowań prawnych, niszczących formę graficzną strony i mających co najmniej dyskusyjną skuteczność. Wielkie litery i groźne hasła jeszcze nikogo nie uratowały.